Krytyka literacka o „Medalionach” - klp.pl
Streszczenia i opracowania lektur szkolnych klp klp.pl Lektury Analizy i interpretacje Motywy literackie Epoki
Jarosław Iwaszkiewicz w „Do Zofii Nałkowskiej”:
… chciałbym na chwilę zatrzymać się na dziełku małym rozmiarami, wielkim osiągnięciami, na dziełku, któreś nam i literaturze ofiarowała po wojnie i po czarnej nocy zbrodniczej okupacji. Jak poławiacz pereł z odmętów tej nocy wyniosłaś prawdziwy klejnot umiaru, inteligencji, zrozumienia, analizy – i stworzyłaś z niego instrument najpoważniejszego oskarżenia ludobójstwa i faszyzmu. Tylko z głębokiej mądrości i wielkiego uczucia rodzą się takie dzieła, na pozór powściągliwe i chłodne, a w rzeczywistości palące i porywające. To Twoje wielkie J’accouse (Oskarżam), godne jest Twojego wielkiego pisarstwa, Twojej kultury, Twojego dziedzictwa. Powiem więcej – godne jest polskiej literatury i jej największej tradycji.


Henryk Vogler w „Medaliony ryte w słowie”:
Technika Nałkowskiej jest przy swojej przejrzystości bardzo misterna. Jednopłaszczyznowy świat okrucieństw i barbarzyństwa niemieckiego (fabryka mydła z tłuszczu ludzkiego, dno kobiecego obozu w Ravensbrück, likwidacja getta warszawskiego itp.) – przy dokładniejszej analizie okazuje się kilkuwarstwową kondygnacją, która, przecinając się wielokrotnie, tworzy wypukłą i doskonale bryłowatą trójwymiarową całość. Gdyż w tej całości mamy niejako trzy warstwy, trzy wymiary tej rzeczywistości. Jedna warstwa to bezpośrednio w pierwszej osobie podawane relacje uczestników koszmarnych wydarzeń, odbierane czy to w formule zeznań (laborant w ponurym Instytucie Anatomicznym profesora Spannera), czy przypadkowych rozmów („Kobieta cmentarna”), czy wreszcie prywatnych wywiadów („Dwojra Zielona”). Jest to pierwsza, podstawowa rzeczywistość, rzeczywistość widziana na pół ślepymi oczyma tych prostych ludzi różnej narodowości i płci, ale tego samego pochodzenia klasowego: dzieci ludu. Stąd język i styl ich relacji brzmi podobnie. Wszyscy oni ujawniają tylko najdostępniejsze im fragmenty przeżyć, wszyscy, pełni spokoju i rzeczowości, odsłaniają z namysłem ten okruch rzeczywistości, jaki jest im dostępny, a którego związku z całością nie ogarniają i nie usiłują ogarnąć. Ten okrutny okruch rzeczywistości, który obecnie powoli odwalają, jak ciężki głaz rzucony na ich przeszłość – nie jest dla niech ani zdumiewający, ani straszny, po prostu – jest. […] Pomiędzy warstwy opowiadań, włożonych w usta zeznających, wdziera się inna warstwa, odautorski komentarz: wymiar obiektywnej rzeczywistości. […] Opisy, przy których pomocy Nałkowska konkretyzuje tło i urealnia obraz przedstawionego świata, są ciosane z najprostszego materiału, z najbardziej istotnych elementów. […] Ten upiorny spokój zewnętrznej rzeczywistości w połączeniu z wewnętrznym światem przesłuchiwanych, zawierającym tylko zastygłe szczątki zobojętniałych już przeżyć stwarza przejście do trzeciej rzeczywistości. Namiętność, oskarżenie, trzymane na więzi artystycznego umiaru, są jak dynamit zmagazynowany w warstwach podziemnych, który wybucha, kiedy przyłożyć doń lont myśli. Trzecia rzeczywistość Nałkowskiej nie leży na powierzchni. Mieści się poza tekstem. Jest to rzeczywistość myśli, która zbiera odłamki zaobserwowanych scen i przeżyć, unieruchamia je w rzeźbionym kształcie medalionów, po czym naucza rozumieć i potępiać. Ten trzeci wymiar, który wyrasta z dwóch poprzednich, cząstkowych, jest już wymiarem całości. Ogarnia całość wojennej rzeczywistości szerzej niż by to zdołał uczynić najbardziej skrupulatny i dokładny (ale tylko skrupulatny i dokładny) reportaż. Przemawia – milczeniem. Milczenie ma wartość tam, gdzie najmocniejsze nawet słowo będzie za słabe.


Kazimierz Wyka w „Nowe dzieło Zofii Nałkowskiej”:
Autorka nigdzie nie wykracza poza to, co jest jej dane w słowach najprostszych ludzi, świadków najbardziej wymyślnych okrucieństw. Świadków przez to właśnie pełnych zdumionej niewiedzy, że prostych, którym ani prawa historii, ani metafizyka nie objaśniają niczego z przeżytych potworności, bo nie mieszczą się w ich rozpoznawaniu świata. Mordowali Niemcy ludzi? – odpowiada Dwojra Zielona – „oni bawili się w Sylwestra”. Nigdzie też Nałkowska nie wykracza poza to, co sama mogła ujrzeć. Dzięki temu zdobywa momenty niezwykłej prawdy artystycznej, jak chociażby zamknięcie medalionu „Człowiek jest mocny”: „Ktoś pokazywał znaleziony strzęp pudełka od zapałek z greckim nadrukiem, inny wymyte przez deszcz papierki z firmami aptek. Ktoś na miejscu dawnego krematorium znalazł dwie malutkie kosteczki ludzkie.”. Kończąc opowieść na tym słowie, pisarka zdaje się mówić: tyle pozostałoby z niezliczonych jeszcze istnień ludzkich, gdyby oprawcy zwyciężyli. Jej elipsy i przemilczenia służą bowiem temu, by wnikało w nie doświadczenie każdego człowieka. Ta książka jest czujna, bo pobudza do współpracy.


Wilhelm Mach w „Przedmowa do Pism wybranych Zofii Nałkowskiej”:
Z tej szczupłej objętościowo książki bije tak bezmierne cierpienie ludzkie, tak sprężona groza, że relacja krytyczna nie może się tu ostać w jakimkolwiek godnym jej treści ustosunkowaniu. Nikt z nas pośród artystów nie wzniósł ofiarom wojny dla pamięci potomnych tak przejmującego pomnika, nikt nie uderzył w faszyzm z równą siłą oskarżenia. […] Fakty, tylko fakty – lecz ujęte przez wielki artyzm tak, że każdy z nich, nie zatracając niczego ze swej jednostkowej i jednokrotnej wyrazistości, daje obraz typowy, staje się syntezą.


Julian Przyboś w „Kilka spostrzeżeń”:
Z określonego doświadczenia wojny i okupacji czerpią pisarze do dnia dzisiejszego, ale tylko w niewielu książkach przekroczyli oni tradycyjny krąg wyobrażeń heroiczno-martyrologicznych uświęconych przez poezję romantyczną i Żeromskiego. Wracam często do „Medalionów” Zofii Nałkowskiej: Ludzie ludziom zgotowali ten los. Zdaje mi się, że w całej literaturze polskiej nie znajdzie się równie mocno wyrażonej tak straszliwej prawdy o człowieku.


Kazimierz Wyka w „Nowe dzieło Nałkowskiej”:
[…] osiąga Nałkowska wrażenie powszechności przedstawionych przez siebie wydarzeń. Wynik, jakiego nikomu z piszących o okupacji nie udało się osiągnąć w sposób tak prosty, a mistrzowski. Chodzi także o to, że każde – z wyjątkiem Borowskiego – przedstawienie ostatecznych stopni grozy sprowadzić się musiało do wyboru jednej, dwóch postaci, do wejścia w ich osobowość przy pomocy narzędzi normalnej analizy psychologicznej. Los obozowy było losem milionów, obrazowany zaś bywa na losie jednostek, nieraz zbyt wyodrębnionych, zbyt egotycznych nawet w doznaniu cierpienia, by stawały się typowe dla cierpień masowych. Tymczasem cierpienia owe były najczęściej udziałem ludzi nie umiejących nawet mówić o zaznanym okrucieństwie. Ludzi, których ciało pokaleczone głosi więcej niż język. Dopiero z trudem wydobywana opowieść Dwojry Zielonej czy Michała P., dopiero szorstki tok i błędy gramatyczne gdańskiego więźnia, zeznającego o fabryce mydła profesora Spannera, nieumiejętnością swoją przystają nagle do masowego istnienia tej grozy. Oto udziałem takich ludzi była ona. Oto sprawcy i ofiary. Ich językiem opowiadana groza przemawia tonem prawdy tak przejmującej i nie ogładzonej, jak podsłuchany szept spowiedzi.


Kazimierz Wyka w „Nowe dzieło Nałkowskiej”:
Takie zdziwienie udało się Nałkowskiej przechować przez wszystkie stronice jej zbioru. Jest to zdziwienie człowieka, który nade wszystko nie może pojąć rozmiarów minionego szaleństwa i tym właśnie wyraża protest absolutny, że z szaleństwem nie wchodzi w żaden kontakt, nawet w kontakt dokładniejszego opisu, wyjaśnienia, szukanie powodów. Bo ilekroć mówimy o pewnym zjawisku, że nie mieści się w jakiejkolwiek wyobraźni i pojęciu, odbieramy mu poniekąd prawo istnienia.


Kazimierz Brandys w „Medaliony Zofii Nałkowskiej”: "Nikt dotąd nie opisał Niemców tak, jak to uczyniła Nałkowska w „Medalionach”. Nie spotykamy tam niebieskookich cherubinów z panieńską cerą i z kańczugiem w ręku , jasnowłosych esmanów z twarzami pięknych diabłów. Maniera okupacyjnej prozy przedstawiająca hitleryzm jako rodzaj skrzyżowania Wallhalli z piekłem, została nam oszczędzona. […]

Niemcy w książce Nałkowskiej należą raczej do dziedziny rzeczy niż zjawisk istotnie ludzkich. Opisywani są tą samą techniką rejestracji szczegółów, barwy, wyglądu. Zapewne ci dobroduszni starsi panowie kryją w sobie straszliwe zagadki. Ale aby zbliżyć się do nich, nie ma, zdawałoby się, innej drogi niż obserwacja. Gest, głos, uśmiech, spojrzenie, intonacja – czy może to dać nam empiryczną odpowiedź na pytanie, jak stało się, że człowiek wytapiał na mydło tłuszcz z ciała innego człowieka? Człowiek ten podobny zewnętrznie do innych ludzi, jak pałac w Chełmnie, zamieniony na katownię, podobny był do innych pałaców.


strona:   - 1 -  - 2 - 

Polecasz ten artykuł?TAK NIEUdostępnij


  Dowiedz się więcej
1  Dno - streszczenie
2  Bibliografia
3  Znaczenie tytułu „Medalionów”



Komentarze: Krytyka literacka o „Medalionach”

Dodaj komentarz (komentarz może pojawić się w serwisie z opóźnieniem)
Imię:
Komentarz:
 





Streszczenia książek
Tagi: